Sprawę burzy, która do tej pory całe szczęście nie nadeszła zostawię. Chciałabym się raczej skupić na małym incydencie, który miał miejsce dzisiejszego dnia.
Mam kota. Mój kot jest zadziornym stworzeniem, który nienawidzi wszystkiego i wszystkich wokół siebie włączając w to mnie. Chyba, że w misce brakuje jedzenia, wtedy staje się najukochańszym i najmilszym stworzeniem na ziemi - miałczy, ociera się, pomrukuje i ogólnie rzecz biorąc staje się przyjazną, kolorową kulką. Stety, albo niestety, jest również kotem wychodzącym i biegającym wolno. Lubi wyjść do ogródka, powylegiwać się na słońcu, albo pójść na pole w celu złapania jakiegoś obiadu.
Nie mieszkam jednak na odludziu, a co za tym idzie - mam paru sąsiadów. Jedni są super i da się z nimi luźno pogadać na kawce przy płocie, inni nie są już tacy fantastyczni. Liczne skargi i czepialstwo nie są dobrymi sposobami na zaskarbienie sobie sympatii sąsiadów. Mój problem polega jednak na dzikim zwierzu tych drugich.
Spokojnie się dziś szykowałam do wyjścia, zwykłe, standardowe czynności, kiedy z drugiego pokoju doszedł mnie przeraźliwy jazgot. Jest mi nawet ciężko opisać ten dźwięk: głośne prychanie, warczenie i po prostu kocie darcie się na cały dom, a to wszystko w jednym czasie! Najpierw stanęłam jak wryta i zastanawiałam się, co to w ogóle mogło być. Poszłam do pokoju i na parapecie ujrzałam Roxusa, która tak nastroszyła sierść, że wydawała się być dwa razy większa, niż normalnie. Podeszłam do okna i zobaczyłam wielkiego, czarnego sierściucha sąsiadów, który... próbował mi wskoczyć do okna!
Ja rozumiem naprawdę wiele. Rozumiem, że zwierzaki mogą się nie lubić, że jedne mogą być bardziej agresywne, inne mniej, że kota, który wychodzi po prostu nie da się nauczyć posłuszeństwa. "Nie Mruczku, na tamtą posesję wchodzić nie możesz" - przecież to nawet brzmi śmiesznie. Jednak kiedy taki problem zaczyna się powtarzać robi się bardzo nieprzyjemnie. Tym bardziej, że ten dziki zwierz potrafi zaatakować nawet dużo większego psa (owczarek niemiecki to nie byle co), czy człowieka! Nie bardzo jestem zadowolona, kiedy Roxus wraca do domu poobijana i wystraszona, jakby ledwo udało jej się uciec spod kosiarki. Tym bardziej bym nie chciała kiedyś znaleźć mojego kota gdzieś rozszarpanego.
Ale co możesz zrobić, kiedy idziesz do sąsiadki na skargę, a ona wzrusza ramionami i mówi "Ale on się mnie nie słucha".
Pozdrawiam,
norusze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz