poniedziałek, 19 października 2015

8. Pracy masa.

Mija nam powoli dziewiętnasty dzień października. Dopiero co kończyły się wakacje, dopiero co pakowaliśmy plecaki i prężnym krokiem zmierzaliśmy ku szkołom. Teraz mamy połowę października, za chwilę Halloween i Wszystkich Świętych, potem Boże Narodzenie i sylwester, Nowy Rok.

Są jednak jeszcze ludzie, tacy jak ja, których między tymi szalonymi wydarzeniami czekają inne szalone wydarzenia.
Przyznam szczerze, że kilka ostatnich tygodni było dla mnie prawdziwą udręką. Nie miałam czasu praktycznie na nic i zanosi się na to, że taki stan rzeczy utrzyma się do ostatniego dnia października.
Nie tak sobie wyobrażałam wyjazd do Wielkiej Brytanii na staż.

Pomijając już szkołę i pracę - wielkie przygotowania do praktyk ruszyły tak naprawdę od września (wyłączając oczywiście formularz rekrutacyjny, który składałam w czerwcu). Przesyłanie między koordynatorami a uczestnikami tony różnych dokumentów, tworzenie portfolio, poprawianie setki razy wcześniej wymienionych dokumentów, kompletowanie ich i tłumaczenie, podróże do sądu, miliony maili i straconych nerwów i wiele, wiele więcej, sprawia, że powoli odechciewa mi się wszystkiego. Z resztą, oprócz kompletowania i podpisywania świstków czeka mnie jeszcze mnóstwo godzin kursów językowych i psychologicznych, godziny zebrań z koordynatorem, masa instrukcji jak, co, gdzie i po co.

Okej, bardzo możliwe, że histeryzuję. W końcu, jak to wszystko miałoby się odbyć?
Dziś, przy potwornej migrenie podczas kursu psychologicznego, naszła mnie myśl, że może nie warto, że trochę za dużo z tym zachodu, że to nie jest tak kolorowo, jak było mówione w poprzednim roku. Myśl ta jednak mija bardzo szybko, gdy przypomnę sobie po co to robię i co mną kierowało, kiedy zdecydowałam się wziąć udział w tym projekcie.
Po za tym, skoro jest okazja do zwiedzenia innego zakątka, czemu by z niej nie skorzystać?


Plymouth wydaje się być bardzo przyjaznym miasteczkiem. Położone jest na południu Anglii, między Kornwalią a hrabstwem Devon i jest jednym z największych portów w Wielkiej Brytanii. Ma również wspaniałą historię, bazując na tym, co przeczytałam do tej pory. Reszty na pewno dowiem się na kursach. 

Wraz z dniem mojego wyjazdu do Anglii, chciałabym utworzyć na blogu dział, w którym będę zwierzać się z moich "Little British Adventures". Uważam, że to świetny pomysł, by prócz zdjęć zachować choć część wspomnień i się nimi z kimś podzielić. Jak mi wyjdzie? Nie mam pojęcia. Wiele zależy od tego, do jakiej rodziny trafię i ile będę czasu spędzać w pracy. 


Na zakończenie pragnę pochwalić się moim dzisiejszym drobnym zakupem, który dorwałam podczas wycieczki po lunch ;) Halloween już niedługo! 

snapchat: norusz
można mnie bez strachu dodawać.


Pozdrawiam,
norusze.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz