poniedziałek, 31 sierpnia 2015

4. Pomyślunek ciężką sztuką.

Z powodu nocnej nudy surfowałam sobie swobodnie po sieci, słuchając ulubionej muzyki i przeglądając blogi o przeróżnej tematyce; moda, lifestyle, gotowanie. Do przewidzenia był wysyp nowych postów z motywem przewodnim "back2school", które w sumie mnie nie interesowały. Może czasem rzuciłam okiem z ciekawości, jak teraz nastolatki przygotowują się do szkoły.
Jednak nie o szkole chcę się tu rozpisywać.

Moje serce zamarło, gdy na jednym z blogów przeczytałam o septumie. Sam kolczyk, jako kolczyk to nic złego - wielu ludzi w ten czy inny sposób ozdabia sobie ciało, co z resztą popieram. Nie popieram natomiast hot14, które postanawiają zrobić to same w domowym zaciszu, bo nie mają zgody rodzica, które jest wymagane w każdym salonie percingu.
Jeśli ktoś na własne życzenie chce sobie zrobić krzywdę - okej, nic mi do tego. Prawdziwe załamanie złapało mnie wtedy, gdy zobaczyłam, że dziewczyna, której bloga odwiedziłam, napisała dokładny przepis na "domowego septuma", krok po kroku, jakby to było proste przygotowanie koktajlu truskawkowego.

Zastanawiam się, czy ludzie naprawdę przestają używać organu, jakim jest mózg? Zero wyobraźni, zero jakiegokolwiek pomyślenia, co może się wydarzyć po przeczytaniu takiej notki, szczególnie gdy średnia wieku czytelników bloga wynosi może z 14 lat. Taki nastolatek, podjarany faktem, że sam w "prosty" sposób może sobie zrobić cool kolczyk, nawet nie pomyśli, że może się czymś zarazić, że może wdać się zakażenie, rana może się babrać i niezbyt dobrze się goić, a skutkiem nieumiejętnego przekłucia nosa może być nawet deformacja. Z resztą, nie tylko o nos chodzi - domowy percing czegokolwiek jest po prostu nieodpowiedzialny i głupi. Takich rzeczy po prostu nie robi się samemu, a jeśli już - nie sprzedajemy przepisu na to, jakby to było tak proste i bezpieczne! To są po prostu rzeczy, o których w taki sposób się nie pisze. Szkoda jest wybulić stówkę na profesjonalną usługę? Nie rób zatem kolczyka wcale.
Uważam, że wszystko jest dla ludzi, ale to "wszystko" należy robić z głową.



pozdrawiam,
norusze

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

3. Trzy razy w lewo i cztery w prawo.

"Musisz przyznać, że jak tatuś zrobi dziubek to nie ma chuja we wsi."

Parę lat temu oglądałam film, pewną polską komedię. Pamiętam, że byłam jeszcze szczeniakiem, który nie do końca wszystko rozumiał, a sceny i teksty wydawały się zabawne, takie, które opowiadało się kolegom ze śmiechem.
Obejrzałam ten film ponownie kilka dni temu i zrozumiałam, że "Dzień Świra" nie jest komedią, a dramatem, który tak naprawdę dzieje się tu i teraz, że sceny są zabawne, ale bawią raczej przerysowanym absurdem niżli żartem.
Adaś Miauczyński jest bohaterem romantycznym osadzonym we współczesnym świecie. Jak każdy ze szkoły średniej wie, lub wiedzieć powinien, bohater romantyczny cechuje się niespełnioną miłością, niezrozumieniem, patriotyzmem, a często również przeróżnymi przypadłościami psychicznymi. Tych cech nie brakuje Adasiowi, który jest człowiekiem stłamszonym i nękanym przez otaczającą go rzeczywistość, w której z resztą nie widzi sensu bytu, co potwierdzają jego myśli samobójcze. Ma również niespełnioną miłość, tę jedyną, piękną Elę, od której jednak ucieka, ponieważ "właściwie nie ma czasu ani miejsca na kobietę życia w swoim życiu".
Adaś odprawia codzienne rytuały (magiczna liczba 7 chociażby przy mieszaniu herbaty), od których nie jest już w stanie się uwolnić i nie wykonać choć jednego z nich, a jednocześnie pragnie wyrwać się z klatki rutyny. Jest indywidualistą, którego nie rozumie nawet matka, którego otaczają wszędzie drażniący go kretyn; kobieta w sklepie, dziewczyny w pociągu, człowiek z kosiarką.
Jest nauczycielem języka polskiego, słucha Chopina i czyta twórczość Mickiewicza. Interesuje się losami kraju, okazując w ten sposób postawę patriotyczną, choć sam mówi, że nie ma na nie wpływu.

"Ja Cię stresuję kurwa?! Uczysz się tego piąty rok w szkole i na kursach, i wszystko to jak krew w piach!"

Osobiście uważam, że film pokazuje każdego z nas. "Dzień Świra" nie jest zwykłą komedią, jest dramatem, który uświadamia nam, że właśnie tak wygląda nasze życie. Lub wyglądać może. Z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że choć teraz jestem młoda i wiele mogę osiągnąć, to mogę kiedyś obudzić się z przysłowiową "ręką w nocniku". Mogę zdać sobie sprawę z tego, że niczego w życiu nie osiągnęłam, a moje życie jest do dupy i nie pozostało mi nic innego, jak tylko naładować żołądek prochami i zapić wódką. Uważam jednak, że to jak będzie wyglądało nasze życie zależy tylko od nas, tylko musimy się w porę zorientować, kiedy coś idzie nie tak. Dlatego do myśli samobójczych jest mi szalenie daleko i mam przed oczami wizję wspaniałej przyszłości.


Pozdrawiam, 
norusze



niedziela, 2 sierpnia 2015

2. Pechowo-simsowo.

Każdy ma czasem taki "dzień do czterech liter". Jedni po prostu siedzą w domu i nie wiedzą, co ze sobą zrobić, inni mają problem z koncentracją i są rozdrażnieni. Są jeszcze ludzie, którym danego dnia wszystko sypie się z rąk, albo tacy, którzy cały dzień śpią. Dziś dla mnie właśnie taki dzień nastał, choć zapowiadał się obiecująco.
Po porannym zrobieniu paznokci, które planowałam zrobić już wiele tygodni temu i obejrzeniu paru odcinków mojego serialu przyszedł czas na sen. Na sen, po którym nie byłam w stanie już nic zrobić. Wszystko dosłownie wypadało mi z rąk, mało nie potłukłam naczyń i nie byłam w stanie posprzątać do końca w mej norze, bo irytacja sięgnęła swego zenitu, gdy wykładając jajka do lodówki zwyczajnie mi się potłukły.
To się nazywa mieć szczęście.
Dlatego właśnie dzień zaliczam do tych nieudanych; przesiedziany cały i "wypierdziany" w dresie. Bez jakichkolwiek działań konstruktywnych.

Postanowiłam się jednak na wieczór pocieszyć filmem i simsami, a chociaż gamer'em nie jestem, to po prostu kocham serię The Sims.