niedziela, 15 listopada 2015

9. Pół miesiąca w Plymouth.

Nie było mnie długo, to fakt. Ale faktem jest również to, że nie mam na nic czasu. Jeśli nie praca - zwiedzanie uroczego Plymouth. Jeśli nie zwiedzanie - zapychacze czasu w postaci pisania bezsensownego bloga na siłę, który jest "wpisany" w ocenę praktyk. Wszak pisanie bloga, jakiegokolwiek pamiętnika powinno być przyjemnością, nie obowiązkiem i takiego zdania się trzymam.

Mamy już piętnasty października, czyli pół wyjazdu za sobą. W Plymouth podoba mi się bardzo, miasteczko jest bardzo urokliwe i przyjazne, choć o komunikacji miejskiej mogłabym powiedzieć wiele złych rzeczy.


Jeśli kiedykolwiek ktoś narzekał na komunikację miejską w Polsce, musi koniecznie przyjechać do Wielkiej Brytanii - tutaj autobusy to jakaś porażka. Co prawda, słyszałam, że w Londynie komunikacja miejska jest całkiem na poziomie, może więc to urok tych mniejszych miejscowości. W każdym bądź razie tutaj wszystkie przystanki są "na żądanie" (pomijając ścisłe City Centre), w autobusach nie ma żadnych wyświetlaczy i lektora informujących o tym, na jakim znajduję się przystanku, nie ma również wewnątrz pojazdu rozkładu przystanków, a do tego wszystkiego, jeśli jakimś cudem dorwę gdzieś spis przystanków (np. w internecie, w punkcie autobusowym w Plymouth, lub na przystankowym rozkładzie jazdy), to okazuje się, że mojego przystanku nie ma w ogóle! Bo po co wpisywać wszystkie, skoro kilka można podpiąć do przystanku "głównego". Tym sposobem mamy kilka "pod-przystanków" przypisanych jakby do jednego "głównego" i nie sposób ogarnąć, gdzie tak naprawdę się znajduję. Jak dla mnie, jest to wielkie utrapienie dla kogoś, kto nie zna okolicy.




Mieszkam w Plympton, uroczej dzielnicy miasta Plymouth, w hrabstwie Devon, niedaleko od Kornwalii. Mnóstwo typowych angielskich domków z ogródkami, ludzi z psami i szwendających się tu i ówdzie kotami. W okolicy nie ma właściwie ani jednego sklepu, żeby dojść do najbliższego tesco, czeka mnie co najmniej pół godzinny spacer, poprzez liczne wzgórki, pagórki i wzniesienia. Dla człowieka z tak słabą kondycją jak moja, pierwsze kilka dni było naprawdę masakrycznych, ale można się do tego przyzwyczaić. To pewnie dlatego wielu Brytyjczyków posiada samochody. 
Sally, moja HostMama, jest przemiłą kobietą, choć trochę pedantyczną i ma swoje dziwne zachowania. Nie jestem do końca pewna, czy to różnica kulturowa, czy ta kobieta po prostu taka jest, ale kiedy słucham opowieści kolegów o swoich HostFamily, mam wrażenie, że Sally to po prostu Sally i już. Jestem pewna, że w Polsce znalazłabym z dziesięć podobnych samotnych kobiet z kotem. 

Razem z pięcioma innymi osobami z mojej klasy (w tym z moją współlokatorką) pracujemy w brytyjskiej firmie SACSuk, która istnieje na rynku od dwóch lat i zajmuje się głównie grafiką 3D. Przyznam szczerze, że z grafiką 3D do tamtego momentu nie miałam nic wspólnego i byłam zwyczajnie przerażona, że w pracy sobie po prostu nie poradzę. Na szczęście nasz szef jest mega przyjaznym człowiekiem i bardzo wiele rzeczy nam tłumaczy, wyjaśnia, pomaga. Dla niego wszystko jest "It's alright, it's okay". 



Od czasu przyjazdu zdążyłam zwiedzić w sumie tylko The Hoe (nie licząc paru sklepów w City Centre i bardzo klimatycznego irlandzkiego baru), ale mam zamiar w przyszły weekend to zmienić. Może uda nam się wyskoczyć jakoś w piątek? W Wielkiej Brytanii cudowne jest to, że w tygodniu normalnie pracuje się przykładowo 8 godzin, a w piątek wychodzi się parę godzin wcześniej. 




Postaram się wszystko jeszcze poukładać w swojej główce tak, by miało to jakiś sens, ręce i nogi. Zauważyłam, że piszę bardzo chaotycznie, przeskakuję między tematami i bardzo często wplatam coś z tematu poprzedniego. Przede mną jeszcze dużo nauki pisania, tym bardziej, że chciałabym swoje przeżycia opisywać bardzo dokładnie, a nie tak powierzchownie. Muszę przede wszystkim znaleźć na to więcej czasu, lepiej się zorganizować i zmobilizować. 

pozdrawiam,
Karoll.

8 komentarzy:

  1. Po zdjęciach widać, jak tam ładnie! :D
    BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zdjęcia, nawet te najlepsze, nie oddają całego klimatu ;)

      Usuń
  2. Czekam na dokładniejsze posty i więcej zdjęć!

    lovemypinacolada.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej! Szukałem jakichś porad dla czarowników od wiedźmy, czemu nie ma tu takowych? :( :D /Mikołaj

    Dwie Perspektywy Blog

    OdpowiedzUsuń